Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od orawskiej strony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od orawskiej strony. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lutego 2015

Prawo małżeńskie obowiązujące naszych pradziadków

Wykładnią prawa stanowiącą o zawieraniu małżeństw, tak na Orawie jak i na całych Węgrzech, był kodeks cywilny Allgemeines Bürgerliches Gesetzbuch (w skrócie ABGB) uchwalony dnia 1 czerwca 1811. Dokument ten był wspólny dla wszystkich krajów dziedzicznych austriackiej dynastii Habsburgów. W zakresie stanowienia o małżeństwie obowiązywał aż do czasu uchwalenia w 1894 roku węgierskiego prawa małżeńskiego.

Zasadniczo według ABGB małżeństwa zawierane przez katolików miały charakter wyznaniowy, z ważnie zawarte uznawano zatem te zawarte przed duchownym, poprzedzone wcześniej odpowiednimi procedurami. Jednocześnie istniała także forma cywilna wejścia w związek małżeński, zarezerwowana jednak była głównie dla osób innych wyznań lub bezwyznaniowców. Węgierskie prawo z 1894 roku, wprowadziło znaczącą zmianę w tym zakresie – uznane za ważne mogło być tylko to małżeństwo zawarte przed urzędnikiem państwowym. Cywilny charakter małżeństwa obowiązywał do 1922 roku, kiedy uchwałą Rady Ministrów z dnia 14 września 1922 roku na teren Spisza i Orawy, podlegający wówczas węgierskiemu prawu w zakresie małżeństwa, rozciągnięto moc wcześniejszego prawa austriackiego, dopuszczając tym samym do możliwości zawarcia małżeństwa jedynie w formie religijnej (Allerhand 1926, s. 3). W ten sposób możliwe było wzięcie ślubu zarówno w sposób cywilny jak i wyznaniowy. Jednak obydwa te kodeksy nie były jednoznaczne i to co w jednym było zabronione w drugim bywało dopuszczalne, co stwarzało szereg możliwości manipulacji samą instytucją małżeństwa.

O małżeństwach traktował drugi rozdział ABGB. Mimo wyznaniowej formy samego ślubu małżeństwo pozostawało pod jurysdykcją władzy sądowniczej orzekającej w jego kwestiach. W myśl tej ustawy małżeństw nie mogły zawierać osoby małoletnie, niekiedy także pełnoletnie które „z jakichkolwiek przyczyny nie mogą same przez się zaciągać ważnie prawnego obowiązku” (ABGB r. 2, par. 48). Zdolność do małżeństwa mogą, za zgodą ojca, posiadać już dzieci powyżej 14 roku życia. Według prawa z 1894 roku ważny ślub mogą zawrzeć kobiety powyżej 16 i mężczyźni powyżej 18 roku życia (Allerhand 1926, s. 3). Wyznaniowy charakter małżeństw nie zezwalał także na śluby osób różnych religii. Zmianę w tej kwestii przyniosły dopiero ustawy węgierskie, w którym wyznanie pozostawało kwestią drugorzędną. Osobne regulacje, określone ustawami wojskowymi, dotyczyły żołnierzy i wojskowych, którzy do zawarcia ślubu potrzebowali także pisemnego pozwolenia od dowódcy lub przełożonego swojej jednostki militarnej (ABGB r. 2, par. 54).

Warunkiem ważności małżeństwa w świetle prawa były zapowiedzi ogłaszane przez księdza przez trzy kolejne niedziele lub święta w parafiach odpowiednich przyszłym małżonkom. W niektórych, uzasadnionych i potwierdzonych przez sąd przypadkach, wymagana była tylko jedna zapowiedź (ABGB r. 2, par. 54). Gdy któryś z przyszłych małżonków mieszkał w parafii, w której miał odbyć się ślub krócej niż 6 tygodni zapowiedzi musiały zostać odczytane także w miejscowości, w której ostatnio przebywał co najmniej ten okres czasu. Nie musiała być to więc jego rodzinna parafia (ABGB r. 2, par. 74). Według prawa austriackiego tak wygłoszone zapowiedzi były ważne przez 6 miesięcy – w przypadku nie zawarcia ślubu w tym czasie należało je ponowić. Według litery prawa węgierskiego ślub cywilny także wymagały wcześniejszych zapowiedzi. Te ważne były jednak aż przez rok (Allerhand 1926, s. 9).

Według ABAG aby ślub katolików był ważny musiał być zawierany w obecności co najmniej dwóch świadków przed księdzem katolickim (także w przypadku ślubu osób różnych wyznań w obrębie chrześcijaństwa) w parafii właściwej dla jednego z przyszłych małżonków. Odstępstwo w kwestii parafii, w której miał się odbyć ślub mogło mieć miejsce, gdy proboszcz wydał stosowne upoważnienie dla innego duchownego przed którym małżeństwo miało zostać zawarte. Ważnie zawarte małżeństwo w prawie austriackim musiało zostać także odnotowane w księgach ślubów. Zapis ten ściśle określał paragraf 80, według którego musiano zawrzeć imię i nazwisko, wiek, zamieszkanie, stan cywilny z uwzględnieniem wcześniejszych małżeństw, imiona i nazwiska świadków; dzień ślubu; nazwisko duchownego oraz dokumenty, na podstawie których ewentualne przeszkody małżeńskie zostały usunięte (ABGB r. 2, par. 80). Według prawa austriackiego żona zawsze przyjmowała nazwisko poślubionego sobie mężczyzny (ABGB    r. 2, par. 92).

W przypadku zawierania powtórnego małżeństwa mężczyzna nie podlegał żadnych obostrzeniom czasowym od śmierci poprzedniej żony. Powtórne małżeństwo kobiety było natomiast możliwe dopiero po upływie około 6 miesięcy od dnia śmierci poprzedniego męża lub po porodzie jeśli ta była wówczas w ciąży, także według prawodawstwa węgierskiego (Allerhand 1926, s. 3; ABGB r. 2, par. 138). Okres ten miał potwierdzić ślubne pochodzenie ewentualnego dziecka poczętego jeszcze w okresie małżeństwa.

Materiały źródłowe i bibliografia
Allgemeines Bürgerliches Gesetzbuch z 1.06.1811
Allerhand M., Prawo małżeńskie obowiązujące na Spiszu i Orawie, Lwów 1926

poniedziałek, 27 października 2014

XVIII Festiwal Piosenki Religijnej na Orawie "Stabat Mater"

 To już XVIII edycja. Już osiemnaście lat Orawa pokazuje, że piosenka religijna może świetnie funkcjonować także poza obszarem stricte sakralnym. Oczywiście, jak to z każdą imprezą tego typu bywa, dzieje się to raz z mniejszym, raz z większym powodzeniem. Zależy to głównie od wykonawców, ich poziomu i wykonywanych utworów. Przede wszystkim, ale nie tylko. Orawski Stabat Mater jest jedynym znanym mi wydarzeniem, w które aktywnie zaangażowana jest młodzież. Co roku kilkadziesiąt młodych osób z liceum aktywnie tworzy atmosferę festiwalu swoim zaangażowaniem i młodzieńczym entuzjazmem pokazując widzom, że muzyka religijna nie jest statyczna i patetyczna.

Tegoroczna edycja festiwalu sprostała pod względem programowym swoim poprzedniczkom. Na scenie zaprezentowało się 32 wykonawców, czyli liczba bardzo podobna ilości wykonawców w poprzednich latach. Zasadniczo nagrody przyznawane były w dwóch kategoriach wiekowych: dziecięcej (do lat 14) i młodzieżowej. Osobno w tych przedziałach oceniano także zespoły i solistów.

Co jakiś czas, czasami kilka lat z rzędu, czasami raz na kilka lat pojawia się uczestnik tak ponadprzeciętny, że jego zwycięstwo jest pewne już w momencie przesłuchań. Takimi zespołem był choćby zespół Cantito w 2008 roku czy Avetki w 2007. Tegoroczna edycja festiwalu Stabat Mater nie wyłoniła raczej takich wyraźnych zwycięzców, tak więc do momentu werdyktu jury trudno było ocenić wynik obrad.

Rolę przewodniczącego jury pełnił Marek Ciesielski. Towarzyszyli mu Krzysztof Staszkiewicz i Konrad Sowiński. Ich decyzją przyznano wszystkie nagrody główne oraz trzy wyróżnienia. W kategorii solistów dziecięcych wygrała Julia Jarząbek, następne dwa miejsca zajęły kolejno Wiktoria Żółty i Martyna Plewa. W tej też kategorii, ale wśród młodzieży i dorosłych, pierwsze miejsce zajęła Klaudia Milaniak, drugie Eliza Kania, trzecie natomiast Sylwia Zelek. Wśród zespołów i chórów dziecięcych najlepsza okazała się Sta Allegro ze Skawy. Skrzypaczce tego zespołu, Magdalenie Dziechciowskiej, przyznano także szczególne i w pełni zasłużone wyróżnienie. Kolejne nagrody powędrowały do Jagódek z Marcówki i Chóru Orawskiej Szkoły Muzycznej z Jabłonki. W tej kategorii przyznano także dwa wyróżnienia: dla Słonecznych Nutek z Rabki i Chóru Orawskiej Samorządowej Szkoły Muzycznej I Stopnia w Jabłonce. W ostatniej z kategorii, obejmującej zespoły i chóry młodzieży i dorosłych, najwyższe miejsce zajął Chór Liceum i Gimnazjum Sióstr Prezentek w Krakowie, na kolejnych uplasowały się bardzo energiczny Stay Loud z Lipnicy Małej oraz Sancta Trinitas z Czarnego Dunajca.

Co roku są także wykonawcy, zwłaszcza wśród dzieci, dla których powinna powstać specjalna kategoria, w której oceniałoby się wszystkie pozostałe pozamuzyczne elementy, takie jak entuzjazm, naturalność i sceniczny wizerunek. Są to bowiem zespoły, które śpiewają poprawnie, ale nie są na tyle ponadprzeciętne, by zająć któreś z wyższych miejsc. Wyróżniają się jednak w każdym innym względzie i aż dziw bierze, że muszą być oceniane przez jury w tych samych kategoriach co reszta. W tym roku moją absolutną sympatię zdobył zespół Jaferki z Koszarawy. Grupa dziewczynek ubrana w bardzo starannie odtworzone stroje ludowe, o dziwo dostosowane do wieku, a nie będące mniejszą kopią stroju noszonych przez starsze dzieci, nastoletnie panny albo nawet mężatki. Do tego każda dziewczynka miała założone wełniane, a nie bawełniane skarpetki, przez co wyglądały jak żywcem wyjęte z końca XIX wieku. Jaferki zaśpiewały dwa utwory z ludowego repertuaru w sposób tak naturalny i szczery jak tylko dziecko potrafi. Nie mogło być na sali nikogo, kto choć przez chwilę nie uśmiechał się pod nosem. 

W niedzielę, dniu ogłoszenia wyników i koncertu laureatów, wystąpił także chór Padányi Katolikus Iskola z Veszprém złożony z dzieci i młodzieży, uczniów katolickiej szkoły w tej węgierskiej miejscowości. Ich obecność na festiwalu była wynikiem wymiany międzyszkolnej z Gimnazjum i Liceum Sióstr Prezentek w Krakowie. Krótki występ chóru zakończył się wspólnym wykonaniem dwóch pieśni przez obydwie zaprzyjaźnione placówki – na jednej scenie spotkały się dwie różne kultury, tradycje i języki. Występ ten, zapewne przypadkowy i niezaplanowany przez organizatorów, stał się doskonałym dopełnieniem festiwalu, niosąc przesłanie, iż muzyka, także religijna, łączy nawet to, co pozornie wydaje się nie do połączenia.

Jednak nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Z reguły potknięcia zdarzyć mogą się zawsze, tutaj jednak mogło to położyć całą imprezę. Festiwal całkowicie został pozbawiony narracji. Były niezbędne ogniwa, ale nie zwrócono uwagi na to, żeby je połączyć. Na scenie panował chaos. Prawie żaden zespół czy solista nie został stosownie przedstawiony w czasie przesłuchań, to też przełożyło się, że widz był tylko widzem, nie kimś zaangażowanym. Osobną kwestię stanowili konferansjerzy. Jedynie w niedzielę zadbano, by na scenie pojawiła się osoba kompetentna. W dni przesłuchań wykonawców zapowiadały osoby najwyraźniej nieobyte z publicznym występowaniem, które do tego chyba ani razu nie przeczytały tekstu i do tego nie potrafiły improwizować. Ten brak swobody powiększał tylko dystans między widzem a sceną. Przyłożono się jedynie do koncertu finałowego, zupełnie zapominając, że przesłuchania także są otwarte dla publiczności i również stanowią o festiwalu.